O. LUIGI MARIA FACCENDA OFMConv
Założyciel Instytutu
PISMA
W swoich licznych pismach
o. Luigi dzieli się refleksjami, doświadczeniami, treściami
z których wyłania się jego żarliwa miłość do Boga, do Niepokalanej,
do każdego człowieka..
Założyciel Instytutu
W swoich licznych pismach
o. Luigi dzieli się refleksjami, doświadczeniami, treściami
z których wyłania się jego żarliwa miłość do Boga, do Niepokalanej,
do każdego człowieka..
Maryja uczy nas przeżywać wymiar pokory, który wynika z naszego bycia stworzeniami ograniczonymi. „Oto ja służebnica Pańska” (Łk 1,38) — brzmiała jej odpowiedź aniołowi, który przyszedł od Boga. W tej odpowiedzi Maryi zawiera się jej świadoma zależność od Pana. Jej proste słowa mówią nam, jak bardzo była świadoma swojej małości wobec Stwórcy. On może wtargnąć w jej życie i pomieszać jej plany: zawsze znajdzie ją w radosnej gotowości na wszystko, o co zechce ją proprosić.
W ciemności trzeba umieć wierzyć w to, co się widziało w świetle – jak Maryja, która w niedostatku i wyrzeczeniu potrafiła widzieć dar. Maryja wybiera osoby proste i skryte, by przekazywać swoje orędzia – takie jak Bernadeta, jak pastuszkowie z Fatimy. Współpracownikami Maryi mogą być tylko ci, którzy są pokorni, ponieważ pokora daje przestrzeń Bogu.
Nie możemy wejść w tajemnicę i istotę Niepokalanego Poczęcia bez przejścia poprzez pokorę. Bernadeta, aby Matka Boża odpowiedziała na jej powtarzające się pytania: Kim jesteś?, musi odbyć wędrówkę… Musi wykonać gesty, które sprawią, że nabierze pokory. Czyż nie było upokorzeniem jedzenie trawy i kopanie rękoma ziemi w obecności wszystkich zgromadzonych?
Bernadeta rozpozna Maryję po przebyciu drogi posłuszeństwa. Już same te gesty były wyrazem jej posłuszeństwa wobec Maryi, tak jak posłuszeństwem było przekazywanie innym słów Maryi. Jest posłuszna, ponieważ kieruje nią wiara.
Po wejściu w zażyłość z Maryją, Bernadeta staje się apostołką, misjonarką, niosąc Kościołowi wszystko, co otrzymała, zawierzając się Kościołowi w osobie biskupa. I z tego powodu, oddając wszystko w ręce Kościoła, jej apostolat jest działaniem aktywnym, czynnym, nawet jeśli nieświadomym, i sprawiającym, że w tych latach wielu ludzi doświadczyło dobrodziejstw Lourdes. Bernadeta wycofuje się, aby się modlić i pracować… a inni zbierają wspaniałe tego owoce.
Na grzech mamy przebaczenie, na słabość jest moc Maryi, na ponowne upadki jest miłosierdzie, a na niemoc jest zawierzenie się Temu, który jest naszą siłą.
Miłość do Maryi nie jest zwykłą uczuciowością, ale energią, która wybudza duszę z duchowego marazmu i wprowadza ją na drogę świętości.
Spojrzenie Maryi spoczywające na nas jest zawsze światłem, siłą, radością. Jest jak słońce, które rozświetla nasz dzień. Jest jak pieszczota, która uszlachetnia nasze działanie. Jest jak aromat, który uzdrawia atmosferę. Ten, kto żyje i pracuje pod okiem Maryi, zapewnia sobie Jej pomoc w godzinę śmierci i Jej wieczne towarzystwo w Raju.
Wędrując ulicami Rzymu, w oczekiwaniu na 17 października (1971 rok, dzień beatyfikacji o. Kolbego), wracam myślą do 25 lat, które spędziłem w szkole tego człowieka. Uwierzyłem w niego od pierwszych dni, gdy wbrew wszelkim pragnieniom i przewidywaniom zostało mi powierzona jego Milicja Niepokalanej (MI). Uwierzyłem w jego świętość i w jego miłość, w jego przesłanie i w jego doktrynę, także w zmienności zdarzeń. Uwierzyłem w niego i w jego MI, ale nie przypuszczałem, że tak szybko będę uczestniczyć w jego „tryumfie”. W tych dniach wszyscy mówią o nim, o człowieku, który pośród okropieństw wojny potrafił, płacąc za to swoją osobą, nieść wysoko przesłanie miłości. Możemy podziwiać go jako teologa, jako dziennikarza, jako wynalazcę i człowieka czynu, ale zdobywa nas i pociąga przede wszystkim swoją świętością i swoim wielkim nabożeństwem do Maryi.
WIZYTA W AUSCHWITZ
Tydzień od 12 do 18 sierpnia spędziłem w Oświęcimiu, w Polsce, gdzie ponownie spotkałem się z Ojcem Kolbe. Również to spotkanie było niezwykle bogate w łaskę, nadzieję i umocnienie: nie tylko dla mnie, ale także dla tych wszystkich, którzy w jakiś sposób żyją konsekracją Niepokalanej w duchu kolbiańskim.
MSZA W OBOZIE
Było nas ponad pięćdziesięciu księży i współbraci, którzy sprawowaliśmy liturgię z biskupem bielsko-żywieckim Tadeuszem Rakoczym, w alejce w bezpośrednim sąsiedztwie ze Ścianą Śmierci, gdzie na mocy okrutnego prawa SS rozstrzeliwano lub wieszano więźniów winnych jakiegoś naruszenia dyscypliny. Obecni byli niektórzy ex-więźniowie z różnych nazistowskich obozów zagłady umiejscowionych na terenie Polski; misjonarki Niepokalanej ze wspólnoty w Harmężach; władze miasta, a także słynny scenograf Marian Kołodziej, były więzień tegoż obozu, autor niezwykłej, realistycznej i poruszającej wystawy o obozie Auschwitz, w którym sam przeżył najtragiczniejsze doświadczenie trwające ponad pięć lat.
W tym czasie, w którym zanoszono najserdeczniejsze pieśni i modlitwy do Chrystusa Odkupiciela, do Maryi Dziewicy Jego Matki i do chwalebnego Ojca Kolbego, przeżyłem niewypowiedziane chwile. Duch Ojca Kolbego unosił się nad alejkami i mówił o pokoju, miłości i nadziei. Tak, przede wszystkim o nadziei, zdolnej złagodzić głęboki ból, który ciąży na mnie i na całym społeczeństwie.
W BUNKRZE GŁODOWYM
Macierzyńska dobroć niebieskiej Królowej, Niepokalanej, która pewnego dnia zaprosiła mnie do odkrycia niezgłębionego bogactwa swego sługi Ojca Kolbego i wezwała do założenia Instytutu, udzieliła mi łaski spędzenia długiego czasu twarzą w twarz z Ojcem Kolbe w celi śmierci. I mój ojciec i współbrat z tej celi mówił do mnie w najżarliwszych słowach o miłości; w słowach, które pozostaną w głębi mego serca i które dadzą mi siłę do dalszego kroczenia drogą świętości i pomogą we wspieraniu na tej samej drodze tych, których jestem ojcem.
Wśród przyjaciół milczenie często mówi więcej niż tysiąc zdań. Milczenie jako szacunek. Jako współczucie. Jako oczekiwanie. Jako prosta obecność: „Jestem tutaj”. Prawdziwa przyjaźń nigdy nie ogranicza się do dwojga lub niewielu, ale przechodzi od jednego do wielu, od jednego do całej ludzkości. Bo nie ma sensu otwierać się na kogoś, jeśli nie otwierasz się na wszystkich.
Prawdziwa przyjaźń jest ucieleśnionym echem przyjaźni Boga, a zatem Jego miłości do człowieka. Jest dobrem, które należy zdobywać, pielęgnować, rozwijać jako ubogacenie i udoskonalenie całego człowieka.
Trzeba zawsze pamiętać, że ubogi to ktoś, kto jeśli tylko ma możliwość, zarabia, by żyć z owoców własnej pracy. Aby być ubogim nie wystarczy zadowolić się odrobiną; na tę odrobinę też trzeba zapracować (…). W odniesieniu do nas samych, ubóstwo pomoże nam kochać pracę z głębokim poczuciem odpowiedzialności. Pomoże nam również być szczęśliwymi z powodu tego, co mamy lub czego nam brakuje: zdrowia, dóbr materialnych, zaufania i szacunku innych.